Sound of Happiness
Księga

Emma
Moje marzenia, jednak z odwagą by je spełniać...
Feriste
Bo domysły mogą stać się prawdą i wtedy odkrywamy, że gdzieś bliziuteńko,żyje jakaś pokrewna dusza...:)
Czarna Mamba
Carpe diem



2012
Styczeń
2011
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2010
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2009
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2008
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2007
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2006
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty



Eblog.pl
• godz: 16:15 data: 2011.09.20
Chwila wytchnienia i powrót

Znów czas jesieni, zmarzniętych dłoni, Poznania. Jakoś za szybko minęło. I nie nacieszyłam się tym co miałam. To czemu chcę jechać? Bo tu się odpoczywa od jednych rzeczy a tam od innych. A od wszystkiego trzeba czasem odpocząć.

Znów czas kradzionych chwil, bo przecież naaaprawdę jest się taaakim zmęczonym, a jednak tyle do przeczytania, tyle do nauczenia. A potem znów na ostatnią chwilę.

Znów czas nostalgii, melancholii, łzawych piosenek i cichych marzeń. Zawsze tych samych, choć innych. Bo przecież takie same marzenia nie są TE SAME wiosną, latem, jesienią. Wiosną są bardziej energiczne, jakby mogły się spełnić. Latem, są romantyczne jak letni wieczór. A jesienią? Jesienią są właśnie melancholijne - są marzeniami. Jakiś smutek się pojawia, że to kolejny rok niedługo przeminie a one nadal tylko w głowie.

Znów czas na zapach jesiennych liści, na spacer w zimnym wietrze i MELANCHOLIĘ.

Czas czekania na zapach ziemi wiosną, zapach letniego deszczu.

Zawsze na coś czekam a to nigdy nie przychodzi (marzenia) albo przechodzi i przemija zanim się zdążę tym nacieszyć (pory roku).

Czemu wszystko tak ucieka? A jednocześnie stoi w miejscu. Ja stoję w miejscu. A życie ucieka... Zdecydowanie jesienna melancholia nadchodzi;) Taki stan jest piękny - do czasu. Tylko kto mnie od niej uratuje jak już zacznie ciążyć?



Mad World Brak clipu. Interpretacja dowolna. Bo każdy ma własną.





Komentuj(2)
• godz: 12:26 data: 2011.06.8
Tik,tak,tik,tak,tik,tak...

Patrząc gdzieś w głąb tego wszystkiego ...
zasłuchując się w ...

All is violent, all is bright

Forever lost

Shining through


To może znaczyć nic i wszystko... tik, tak, tik, tak... bo znów 5,4,3,2,1... tik, tak, tik, tak... I gdzieś w tym właśnie nerwowym tik tak, jest miejsce na spokój... więc słucham i patrzę... tik,tik,tik...


Komentuj(3)
• godz: 14:53 data: 2011.03.20
wiosna i odrodzenie?
Nie wiedziałam, że żyłam jak we śnie, jak w hipnozie dopóki nie zaczęłam się budzić... Prawie 4 lata życia gdzieś za szybą, a teraz powoli znów zaczynam czuć się sobą. Nadal kruchą i delikatną, ale wdychającą na nowo świat. Dziwne to - wydawało mi się, że to wciąż ja,a tak naprawdę to żył za mnie mój ból i strach. Teraz znów powracam - z bólem i strachem, ale to ja, nie one żyją moim życiem. Powoli budzę się z czegoś, czego nawet nie widziałam w ten sposób... Jak "niebycie mną"... Byłam, choć w ciemności - tak mi się wydawało... Ale ja nie byłam - nie ja, tylko mój manekin, jakaś marionetka, która boi się i ucieka w otępienie... Jak można opisać to odczucie powrotu, gdy nigdzie się nie wróciło? Jak można zacząć żyć, gdy się nie przestało? A jednak czuję ożywcze powietrze i mam wrażenie jakby mój umysł przestał być oplatany przez jakieś łańcuchy - znów potrafię myśleć jaśniej, jak kiedyś... Choć nadal jeszcze daleko mi do tamtych beztroskich lat... Czy smutek może zabijać, choć serce nie staje? Choć tyle radości po drodze? A jednak - żaden człowiek mnie z tego nie wyciągnął, choć miałam Kogoś na wyciągnięcie ręki... Czas, czas leczy. I medycyna.

I tylko złe sny zaczęły dręczyć mnie czasem...


Komentuj(2)
• godz: 13:30 data: 2011.01.26
Chwila oddechu - po kolokiwach przed egzaminami
Czuję wiosnę... mimo, że jest jeszcze zimno to już pojawia się razem z wiatrem ten zapach:) Zauważyłam, że jestem bardzo wyczulona na zapachy - mam mnóstwo, które lubię i które budzą we mnie silne emocje. Np. różne zapachy wiatrów właśnie. Wiatr przedwiosenny, wiatr wiosenno-kwiatowy, wiatr deszczowy, wiatr przedburzowy, wiatr upalny, wiatr jesienno-liściasty - a każdy z jakimś subtelnym odcieniem - pola, lasu, gór, morza, miasta.

I te zapachy są takie książkowe - często kojarzą mi się z jakąś książką i wtedy nabieram ochotę na przeczytanie jej po raz nasty.

I tylko szkoda, że sesja jest... sesja nie jest książkowa (pomijając, że całą ich masę trzeba przeczytać - ale to nie są prawdziwe książki). Bo nie ma pewności, że wszystko pójdzie dobrze - a w książce zawsze wiadomo, że bohater sobie poradzi. A może jednak trzeba podejść do sesji książkowo?

Postanowienie sesyjne: Jestem książkową bohaterką, która sobie poradzi. Ze wszystkim.


Komentuj(3)
• godz: 18:53 data: 2010.12.13
Mission Impossible
Dzień za dniem, dzień za dniem, dzień za dniem... Mnóstwo czytania i to wcale nie dla przyjemności... I presja, że to na dziś,że to na wczoraj, że nie zdążyłam, że już do tego nie wrócę, bo na jutro,bo na dziś, bo na wczoraj...

I po raz pierwszy zapragnęłam się pouczyć - ale tak naprawdę i na spokojnie, a nie szybko, w biegu z wypisującym się markerem w ręce. Bo tylko podkreślić zdążę na milion kolorów.

No ale Ona to robi notatki ze wszystkich STU stron, które były na jedne 1,5godzinne ćwiczenia... Na te inne ćwiczenia też. No ale tam tylko 70 stron było. O pozostałych nie wspominam - w końcu to tylko po naście-dzieścia stron.

Przecież jeśli mamy umieć wszystko to nie będziemy umieli nic porządnie! Ale sesję trzeba zdać. Tylko człowiek traci w tym wszystkim głębszy sens. Po prostu jest Czytać, Czytać, Zdać. A gdzieś gubi się Wiedzieć i Cieszyć się tym...

Albo to coś ze mną nie tak, albo ten system jest chory i oczekuje rzeczy niemożliwych.

I nawet nie mogę cieszyć się ze Świąt. Bo po nich nie czeka mnie nic dobrego...

Komentuj(2)
• godz: 23:18 data: 2010.11.4
Krótko

Nawet nie wiem kiedy liście zrobiły się żółte, a powietrze nabrało cudownego jesiennego zapachu... Zanim na dobre znów się zadomowiłam w moim akademikowym pokoju to już nie nadążałam z czytaniem wszystkiego, co trzeba na zajęcia. I od tego czasu tak jest. Ciągle coś - od rana do wieczora. A i tak zdążyć ze wszystkim nie sposób. Gdzie można kupić Zmieniacz Czasu? Bo na Pokątną nie mogę się wybrać. Z braku czasu oczywiście;)

Z wielkim zaangażowaniem odświeżam swoją miłość do muzyki celtyckiej:)
[RMF Celtic na miastomuzyki.pl - polecam!]

Komentuj(5)
• godz: 12:58 data: 2010.09.24
Wrześniowy katar

No i dopadł mnie nie wiadomo jak - katar wrześniowy. Przyszedł nagle, po cichu we wtorek późnym popołudniem. A przecież cały dzień czułam się wspaniale. I nawet nie wiem kiedy mogłam się wyziębić, albo od kogoś zarazić. Ale co tam. Dwa dni (i pół) leżenia w łóżku, nic-nie-robienia i czytania dwóch ostatnich części HP. Czyli jak zwykle - ok.1 dzień na jedną część.  A dziś od rana postanowiłam ten katar wygonić. A raczej wygonić krążącą aurę choroby. Kąpiel, wietrzenie (ach, jaki piękny dziś dzień!), zmiana pościeli, odkurzanie no i oczywiście koniec z chodzeniem w piżamie. Jestem jak nowonarodzona!:) Choć od czasu do czasu muszę dmuchać nos i czuję się słaba na długi spacer, a szkoda.

Muszę zebrać się w sobie i przemyśleć czy jestem tym kim chcę być. Może czas dostrzec swoje dobre strony i zacząć doceniać siebie. A jeśli zobaczę coś czego nie chcę widzieć? Trzeba będzie coś z tym zrobić....
Mam w sobie energię i strach. Jednocześnie.


Komentuj(2)
• godz: 08:59 data: 2010.09.20
Za wsze czasy
Chyba po prostu skumulowało mi się całe, ponad roczne pragnienie pisania notek. Coś się we mnie uwolniło. Dostałam skądś odrobinę energii.

Na "dobry" początek dnia - USOS nawalił i musiałam się zapisać do tych grup, do których wcale mi nie pasuje. Ale to nic:) Pozytywnaenergia-pozytywnaenergia-pozytywnaenergia (mantra) . Coś się wciśnie w te okienka, albo po prostu zabierze książkę.

Plan na dziś:
Cieszyć się z małych chwil.
I nareszcie poczytać. W końcu 5 dni przerwy to dla mnie nie do zniesienia
A potem pójść na spacer. Może nie zacznie padać.


Komentuj(4)
• godz: 17:39 data: 2010.09.19
200% normy
Jak na ostatni czas to notka pojawia się zdecydowanie za szybko;) Ale uświadomiłam sobie pewną rzecz - zależy mi na niewielu ludziach, a nawet im nie potrafię tego okazać. A co oni są, jasnowidzami, żeby wiedzieć ile dla mnie znaczą?! Niestety nie:/ Niestety, bo ja jestem beznadziejna w wyrażaniu tego:/ Więc krótko - Mambo, Emmo - podziwiam Was i uwielbiam! Takich ludzi nie mam blisko siebie, ale wiem że gdzieś tam jesteście i mogę podejrzeć czasem Wasze myśli, czasem, choć rzadko napisać. Dziękuję - za to tylko, że jesteście takie jakie jesteście. Za to że jesteście, choć mnie nie ma. Dziękuję.

I dziękuję Temu Jedynemu - inaczej byłabym samotna jak palec. Jeszcze bardziej.

Nie umiem przekonywać ludzi do siebie. I nie umiem mówić o sobie. A jednak czuję i myślę. I brakuje mi Was, moi nieobecni przyjaciele. I moi obecni też - choć jest Was jak na lekarstwo.

Lęk przedpoznaniowy.

Komentuj(2)
• godz: 19:32 data: 2010.09.6
"Oto dlaczego tak się obawiam, że za minutę trzeba będzie wstawać i żyć"
No, Emma mnie pogoniła, więc może nareszcie coś napiszę. Od dawna próbuję, ale oczywiście w końcu rezygnuję. Ciągle się czegoś boję. Teraz nawet boję się pisać notki!;) Nie jest to zwyczajny strach, ale Obawa. Obawa jak wirus. Że nie mam nic ciekawego do powiedzenia, że jestem nudnym, przegranym człowiekiem. Bo... bo boję się - obawiam - żyć! Tyle mam marzeń i planów, a całe wakacje przesiedziałam w domu ciesząc się rodziną, książkami i marzeniami. Taak, to potrafię - bezpiecznie marzyć, nie robiąc. A kiedy czytam swoje ulubione blogi robi mi się wstyd . "Nie bój się" myślę, ale na tym koniec. Znów zagłębiam się w kolejną powieść pełną magicznych miejsc i wrażliwych bohaterów, których życie w jakiś sposób staje się niezwykłe, a oni mimo strachu dają się porwać wirowi życia. Idzie jesień, a ja nie pamiętam jak przeżyłam zimę, wiosnę i lato. Pewnie na przejmowaniu się, że życie mi mija.

A żeby nie było jak zwykle smęcenie to kilka promyczków tego lata, aby je pożegnać ciepłą myślą:

Moja NIEPOWTARZALNA MAŁA SIOSTRZYCZKA! Może nikt mi nie uwierzy, ale takiego drugiego dziecka nie ma! Nawet osoby nielubiące dzieci zaczynają się do niej uśmiechać!

Wyprawa w Tatry - kocham góry i gdybym mogła żyć samym wędrowaniem bez chwili namysłu ruszyłabym w drogę! I nawet sobie nie mogę na pamiątkę gór do miasta zabrać, bo zdjęcia psują cały klimat i czar.

A że jesień już nadeszła niespodzianie to na dobry początek promyczki tej jesieni:
Mój pierwszy spacer jesienny!!! Udało mi się złapać słońce, bo tak to pada. I ten zapach powietrza - potrafiłabym za niego zabić;) Podobnie jak zapach wiosny i ziemi po deszczu:)

Program BBC Lifestyle, który pokazał mi ziszczenie moich marzeń na ekranie - DOM NA KLIFIE! Śni mi się teraz po nocach. Aaaa, muszę zarobić i kupić sobie taki na wybrzeżu Anglii! Tylko nie wiem jak:];)

A dziś odkryłam, że przecież mogę podłączyć słuchawki do pianina - nareszcie nie będę się bać i wstydzić, że ktoś mnie słyszy! Szczególnie po tej ponad rocznej przerwie...

Tak więc trochę optymizmu... Tylko ten strach by wstawać i żyć...

Komentuj(2)
• godz: 10:13 data: 2010.04.12
Wegetacja
Jestem, ale jakby mnie nie było... Patrzę na wszystkich ludzi wkoło i widzę, że żyją, mają plany, realizują je. Wiedzą, dowiadują się, mają zdanie na jakiś temat. Mają z kim o tym porozmawiać. Potrafią rozmawiać. A ja? Ja żyję jakby w zamknięciu, gdzie obraz jest zamazany, dźwięk stłumiony, a wszystko spowalnia dziwnie. I tylko czasem czuję stres, że nie podołam studiom. Częściej jednak nie czuję nic. Wszystko jedno co będzie. Straciłam serce do tego. I chyba potrzebuję pomocy...

A samotność ogarnia wszystko i zatruwa... Nawet słońce i zapach wiosny i moją Miłość...

I dziwnie tak gdy wielkie tragedie przepływają obok mnie, a ja nie czuję nic... Jakby to wszystko działo się nie tutaj, nie teraz...

Zagubiona.

Komentuj(5)
• godz: 12:23 data: 2010.01.30
hmm...
Cóż... czas wiruje dookoła mnie, a ja niepewnie odwracam głowę to w tą to w inną stronę...wszędzie czas, ciągle inny, ciągle ten sam, ciągle za mało, ciągle nieuporządkowany...i samotne dni gdzieś daleko w zimnym Poznaniu i moje ukochane Stare Miasto w rodzinnym mieście takie rozpaczliwie magiczne, bliskie...ale gdzieś odległe o wiele kilometrów... I czasem tylko jakaś myśl, że przetrwam, że przyjdzie słońce i poradzę sobie tam gdzie mnie moje marzenie o psychologii powiodło...i trwam w tym czasie wirującym i nagle sesja i wszystkie notatki z całego semestru do przepisania i trzy egzaminy w jednym tygodniu i panika i nerwowe uczenie i zdałam!...a teraz znów wpadam w melancholijny trans muzyczno-książkowy,,, i tylko do mojego Najdroższego przytulić się nie mogę, bo jego sesja dopadła w innym czasie (pewnie w wyniku tego wirowania...) ... ale jestem szczęśliwa w domu..,. a za oknem biel już nie drażni tylko zachwyca...i nie chcę wracać do tego pustego pokoju w akademiku, w którym ciągnie od okien a kaloryfer na zerze parzy mnie i tak...
...a jednak są chwile kiedy nie jest samotnie i na krótką chwilę styka się mój świat ze światem innych i pijemy razem kawę,..a potem znów przestajemy dla siebie istnieć... I tylko jeden Najlepszy Przyjaciel Na Całe Życie... A czasem potrzeba kogoś jeszcze...żeby był, porozmawiał trochę, gdy Tamten daleko i przytulić nie może...

Komentuj(4)
• godz: 11:36 data: 2009.07.16
tyk,tyk,tyk
Cóż...Nareszcie udało mi się zebrać w sobie by coś napisać...Dziwne uczucie- odczuwać palącą potrzebę napisania a jednocześnie niezdolność do 'wyklikania' tych paru słów...A teraz po tak długiej nieobecności, co pisać? jak? odkąd?...Może jakoś zwyczajnie, niezobowiązująco?...Nie wiem, chociaż przynajmniej mogę się zastanowić nad tym w spokoju, nie przejmując że mój brat stoi nade mną...własny laptop to jednak wspaniały wynalazek:) Tyle że teraz już nie będę mogła narzekać "ile można siedzieć przy komputerze?!";), bo mnie czeka teraz to samo uzależnienie;)...Znacie wierszyk o osiołku? "Osiołkowi w żłobie dano, w jednym-owies, w drugim- siano"...I ja jestem takim osiołkiem właśnie (według mojej mamy, ale ma rację)...Dostalam się na psychologię i na politechnikę (różne kierunki w kilku miejscach)...Moją wymarzoną psychologię, która mi nie da porządnego utrzymania w przyszłości (a może żadnego nawet) i politechnika "z przyszłością", "z perspektywami"... gdzie nie wiem czy będę szczęśliwa (choć matmę lubię bardzo - nie zabijajcie mnie wzrokiem!)...niestety mój umysł jest humanistyczno-ścisły. Uniwersalny. Niezdefiniowany. Byle jaki. Lubię pracę "odtąd dotąd" i logikę bez zakuwania...ale kieruję się głównie emocjami, marzę cały czas i chciałabym zrozumieć ludzkie uczucia i pragnienia... Boję się kontaktów międzyludzkich, brakuje mi pewności siebie i wewnętrznej siły, a chciałabym słuchać ludzi i pomagać im (to takie cudowne uczucie, kiedy zaczynają czuć się lepiej)...nadaję się na psychologa i nie nadaję jednocześnie...nadaję się na inżyniera i nie nadaję jednocześnie...A jutro upływa termin decyzji.."dead line"

Komentuj(3)
• godz: 19:48 data: 2009.01.30
Krótko, ze żyję...
U mnie jak zwykle:) Małe wzloty i wielkie upadki...Ogromne marzenia i zwykłe czynności....Ale to wszystko z kimś, kto kocha i rozumie...kto przynosi radość i ból, ale jest...I niech nic się nie zmienia...Śnię i nie chcę się budzić!!! I gdyby nie wizja matury to chyba nawet odważyłabym się powiedzieć, że jestem szczęśliwa;)

Komentuj(4)
• godz: 11:01 data: 2008.07.13
Magicznie:):):) Szczęśliwa:)
Z dnia na dzień żyję w swojej własnej małej rzeczywistości:)...

I tyle...

Komentuj(2)
• godz: 18:08 data: 2008.05.21
Cały ten chaos uczuć...
Dawno mnie nie było...Ale życie zaskakuje na każdym kroku i czasem nie potrafię za nim nadążyć... Dlaczego nie może być jak w bajce? Księżniczka, jeden książę, i żyją długo i szczęśliwie?... Bo byłoby zbyt prosto, a to jest niedopuszczalne?:/... Spadam w jakąś przepaść i nie wiem jak to się skończy...Boję się każdego następnego dnia, a jednocześnie czekam na niego z utęsknieniem... Powiedziałeś mi, że "Życie jest komedią dla tych, co myślą a tragedią dla tych, co czują"... Nie chcę sprawić, aby Twoje życie było tragedią... "Czasami ktoś pomoże odnaleźć się na drodze, lecz często za zakrętem ten zakręt bywa błędem"...A jak będzie w moim wypadku?... Czekam, co przyniesie mi życie, bo nic innego mi nie pozostało..."Czekanie sprawia, że gorzknieje cała słodycz w nas"... Czekam, żeby zrozumieć i być pewną swojego wyboru...

Komentuj(1)
• godz: 22:54 data: 2008.02.8
Radośnie wrecz, mimo wszelkich innych oznak...
Podobno poddać się z definicji od razu równa się uczuciu porażki nie do zniesienia...Widocznie ja uparcie nie wpisuję się w podobne konwenanse...Poddałam się i przyniosło mi to spokój z nutką zdziwienia, że to takie proste, takie bezbolesne...Wręcz radosne i kolorowe... Czasem pomiędzy szelestem papierka a wkładaniem sobie, nie wiadomo już którego, czekoladowego cukierka do ust myślę, czy ze mną wszystko w porządku....W oczach tych wszystkich, którzy mnie otaczają widzę jakiś dziwny przebłysk niezwykle wręcz długiego zainteresowania moja osobą, zamykającego się w pełnej zszokowania myśli, jak można nawet w odrobince nie zabiegać o względy "grupy"...A tak to! Ja się wypisuję z tego wszystkiego! To ja mam nadal dbać o ludzi, być wtedy kiedy trzeba, pomagać, uśmiechać sie, wspierać, samej uzewnętrzniać to, co tak naprawdę chcę, żeby pozostało tylko moim własnym niepodzielnym i cichym przeżyciem?!... A co za to się w standardowej ofercie należy? Jakaś szybko rzucona ulotna pochwała, podziękowanie ze wzrokiem utkwionym w ekran komórki, wielkie "zwierzenia" o nowych sukienkach, butach i kilku dodatkowych kilogramach ("a wszystko przez te wstrętne słodycze!"), pytanie "co u Ciebie?" wysłane pod wpływem okresowych wyrzutów sumienia a potem tradycyjna, długa cisza... Ciekawe, że dotarło to do mnie, podkradło się bezszelestnie (pomijając papierek;D) i po prostu jest...Zmaterializowane nareszcie w słowach, po długim przestępowaniu z nogi na nogę, zanim zapukało cichutko i weszło... I jedyne, co może jeszcze bardziej mnie zastanowić to to, że z równą mocą brak mi ludzi...Tylko że tych, których obraz chowam na dnie tego niepoznanego jeziora, które wszyscy zwą duszą...W moich pływających tam marzeniach o prawdziwej Przyjaźni i Miłości... Wiem, że żyłam nimi i nie wyrzeknę się tego... Ale przestałam odrzucać natrętną prawdę, że życie nie jest takie jakie tam stworzyłam i z którym tutaj bawiłam się tak długo w chowanego... Nie przyciągam ludzi, choćby nawet wydawało mi się, ze trafię w końcu na tych, którzy się chowają a ja dotąd po prostu nie mogłam ich znaleźć... Podobno trzeba się bardziej otworzyć i takie tam... Podobno...Widocznie w niektórych przypadkach pozostaje przełykanie łez i wieczna walka ze świadomością, że się nie wygra...Po co krzyczeć ze wszystkich sił, całą mocą swych płuc "pobite gary!" skoro to nic nie da?... Zdanie sobie sprawy z tego pozwoliło mi poczuć to szczególne uczucie tak samo jak wtedy kiedy podczas silnego jesiennego wiatru wychodzę na dwór i daję mu się ponieść przed siebie i wywiać wszelkie pożółkłe, opadłe liście bólu, goryczy i smutku...Poczuć wolność- bezcenne...W tym wypadku wolność od złudzeń... Jestem cudownie przewiana... Nie czuję rozpaczy ze świadomości tej smutnej prawdy.... Tylko ciszę, spokój, upływający czas co wszystko zmienia pozostawiając jednak pewnie niezmienne prawdy... Poznanie jednej z nich to jakby przytulenie się do kogoś bliskiego, kto cię nie opuści... O kim marzyłam, choć miał być raczej trochę mniej abstrakcyjny ;P... A więc na przekór Wam wszystkim: ZABAWNIE TAK ODDYCHAĆ PRZEZ RÓŻOWĄ SŁOMKĘ! Bo to głupie przecież, nie?

Komentuj(2)
• godz: 22:38 data: 2008.01.18

Już nawet zapomniałam jak to jest cieszyć się z niczego i na przekór wszystkim...Cudownie!

Komentuj(1)
• godz: 17:04 data: 2007.12.19
Last Christmas I gave you my heart... ale nawet to nie popsuje mi radości świąt!;)
Niezbyt zdolna do formułowania myśli, bo katar chyba wypełnia wszelkie wolne miejsca w mojej mózgoczaszce;)...A jeśli ostała się jakaś wolna przestrzeń to wypełnia ją myśl ŚWIĘTA, ŚWIĘTA, ŚWIĘTA!... Nie wiem kiedy zbliżyły się na odległość jednego dużego kroku, ale na zastanawianie się nad tym nie zostaje już miejsca w mojej zakatarzonej głowie... Wiem tylko, że razem z ich nadejściem zostawiam wszystko za sobą i nie oglądając się wchodzę w jakiś nowy etap...Choć pewnie okaże się, że po prostu robię kolejne okrążenie po wytartych szlakach... Jako, że już zebrało mi się na rachunek sumienia z całego roku (zanim dopadły mnie hordy chusteczek do nosa) doszłam do wniosku, że zmieniło się wszystko...i zupełnie nic... Nie wiem jak to możliwe, ale patrząc wstecz widzę, że z jednej strony zmieniam się, uczę na błędach, dorastam a z drugiej ciągle jestem tą samą niepewną siebie i zamkniętą dziewczyną, która wiecznie najprzeróżniejszymi gafami odstrasza facetów na 1000 km, nie umie zdobyć przyjaciół i poczuć się warta szczęścia, o którym marzy... Bądź co bądź, zbliża się Nowy Rok- nowe nadzieje..A czy znów będę chodzić w kółko? Zobaczymy...Na razie smarkam, kicham, robię postanowienia i cieszę się tym niepowtarzalnym urokiem jaki mają dla mnie święta Bożego Narodzenia...:*:*:*

Komentuj(1)
• godz: 19:33 data: 2007.11.11
Tonę w tysiacach pytań, a cisza wokól jest mi odpowiedzią...
Niepotrzebna...Sama sobie winna?...Nie mam siły myśleć, choć wciąż to robię... Czy da się to wyłączyć...Uczucia, analizę rzeczywistości...Czy da się nie czuć ciągle, że to ja jestem winna?...Czy da się uciec od ludzi, którzy są dla nas wszystkim i nie poczuć, że nie ma już nic, co nadaje sens?...Czy da się powiedzieć wszystko to, co się chce powiedzieć?...Czy istnieje tyle siły w jednym człowieku, by postawić na jedną kartę nie licząc sie z tym, że można upaść?...Czy można mieć zdrową samoocenę a jednocześnie mieć ręce związane swoimi kompleksami?...Jak pokonać lęk? Jak sie roześmiać całym sercem? Jak kochać i nie zostać zranionym?...Dlaczego każdy ma prawo być szczęśliwy a nie każdy jest i to nie ze swojej winy? (ze swojej?)...Kiedy zauważysz, że Cię potrzebuje i mocno mnie przytulisz?...Kiedy Ty będziesz mnie potrzebować tak jak ja Ciebie?...Gdzie kończy się przyjaźń? Gdzie zaczyna? Gdzie zmienia się w coś więcej, gdzie staje się niczym?...Czy te pytania kiedyś się skończą? Kończę je teraz, choć to dopiero marny początek...Mam dość...Tych łez powstrzymanych i wylanych...Dość snów, które dają złudną nadzieję i tych koszmarów, które doprowadzają do rozpaczy...

Komentuj(2)




Lay by © Czarna for Szablony Czarnej.